Opakowanie jak widzicie prezentuje się bardzo ładnie i kolorowo- w charakterystycznej szacie serii rokitnikowej od tej firmy.
Produkt otrzymujemy w odkręcanej tubie o pojemności 200 ml.
Tłumaczenie dla polskiego konsumenta niczym żywcem skopiowane z translatora :) Muszę przyznać, że bardzo zaciekawiło mnie to "formowanie ręcami" oraz "fiksacja loków" ;)))
SKŁAD:
Jak widzicie- skład to istna litania. Po wodzie mamy polimer, dzięki któremu możemy modelować włosy, później naturalny rozpuszczalnik, zagęstnik, antystatyk. Później trochę ciekawsze rzeczy, takie jak kompozycja aminokwasów, tytułowy olej z rokitnika, olej arganowy, wodę z liści mięty, ekstrakt z korzenia dzięgiela oraz masę innych ekstraktów, panthenol, hydrolizowane proteiny z warzyw, biotynę, kwas foliowy, kwas pantotenowy oraz jeszcze więcej aminokwasów.
Jest tego naprawdę sporo i w większości same dobroci. Jak jednak żel sprawuje się w praktyce?
Konsystencja i zapach
Żel jest bardzo gęsty, lepki i ciągnie się jak gluty. Jak dla mnie zdecydowanie zbyt gęsty i lepki, ciężko mi się z nim współpracuje. Zapach jest świeży i dosyć ładny, ale jak dla mnie bez szału ;)
Działanie
Ja osobiście nie jestem przyzwyczajona do takich "mocnych" stylizatorów, częściej wybieram jakieś mleczka, odżywki b/s lub żel lniany który jest zupełnie inną bajką. Tak więc w tym przypadku gdy pierwszy raz nałożyłam go na włosy była istna masakra. Jest to produkt który musimy stosować naprawdę z UMIAREM, bo w przeciwnym razie możemy skończyć z poskejanymi strąkami które wcale nie przypominają ładnych loków. Fakt faktem, ten żel jest mi bardzo trudno wyczuć. Albo nakładam go za mało i wtedy jest puch na głowie i zero zdefiniowanego skrętu, albo właśnie za dużo. Jedno jest pewne- przy takim tempie zużycia starczy mi chyba na wieczność. Ilość którą widzicie na zdjęciu powyżej to więcej niż zazwyczaj nakładam na całe włosy. Tak wiec jeżeli ktoś nie lubi często robić zakupów, może zainwestować w ten żel a starczy mu na wiele miesięcy.
Efekty jakie udaje mi się uzyskać tym żelem oceniam na jakieś 6/10. Nie lubię zbytnio posklejanych włosów z których robią się sucharki. Żel się wykrusza pozostawiając biały nalot na włosach.
Zostanę wiec jednak przy moim ulubionym żelu z siemienia lnianego i balsamie do loków z nivea, a ten produkt będę próbowała jakoś systematycznie zużywać, mam nadzieje że starczy mi życia :D
Tak prezentują się włosy po jego użyciu:
![]() |
przed odgnieceniem |
![]() |
po odgnieceniu |
Plusy:
-skład
-zapach
-wydajność
-ogranicza puszenie
Minusy:
-mocno skleja
-ciężka konsystencja
-cena
-trudno dostępny
a ja go chętnie wypróbuję, ale za jakiś czas - na razie wykończę te stylizatory, które mam :)
OdpowiedzUsuńWypróbować zawsze warto :) Może Tobie podpasuje bardziej :)
UsuńRany, jakie Ty masz cudne loczki, jakim cudem ja jeszcze nie obserwowałam Twojego bloga :)
OdpowiedzUsuńMyślałam kiedyś o tym żelu, ale obawiam się niestety tej ilości ekstraktów i potencjalnego przesuszenia ;)
Dziękuję bardzo! :) Zawdzięczam to między innymi Tobie, ponieważ Twój blog jest prawdziwą skarbnicą wiedzy i od prawie roku inspiruje mnie do dbania o włosy :)
Usuń27 year-old Software Consultant Isa Doppler, hailing from Cold Lake enjoys watching movies like Blue Smoke and Dance. Took a trip to Archaeological Site of Cyrene and drives a E-Class. znajdz tutaj
OdpowiedzUsuń