Zima w mojej okolicy ostatnio zagościła na dobre, wraz z ogromnymi opadami śniegu i ekstremalnie niskimi temperaturami. Niestety taka pogoda poskutkowała przeziębieniem z którym się teraz zmagam, a więc nie mam zbyt wiele siły na wymyślne zabawy z włosami.
Tym razem jednak okazało się, że nie zawsze włosy potrzebują takiej na maksa pełnej pielęgnacji aby wyglądać lepiej.
Dziś użyłam:
Na całą noc nałożyłam na włosy olejek Babydream fur mama, a w skórę głowy wmasowałam Jantar rozrobiony z niewielką ilością maści końskiej.
Rano umyłam włosy odżywką Hask Monoi Oil i głowę szamponem Nacomi.
Po spłukaniu i osuszeniu włosów koszulką, na długość poszła odżywka bez spłukiwania Ziaja i krem do stylizacji loków Creightons.
Tak prezentowały się włosy po wyschnięciu:
Z efektu jestem bardzo zadowolona, zwłaszcza że włosy są niesamowicie miękkie i gładkie w dotyku.
Tym bardziej zaskoczył mnie fakt, że są takie bez użycia żadnej maski, bo zazwyczaj właśnie do efektu "wow" potrzebują głębszego odżywienia.
Jak widać końce nadają się już do ścięcia, co mam zamiar uczynić jak tylko przyjdą do mnie nożyczki fryzjerskie które sama sobie sprezentowałam na gwiazdkę ;)
Póki co mam zamiar znowu odpuścić sobie śledzenie przyrostu itd., przynajmniej do czasu kiedy włosy nie będą w lepszej kondycji. Po prostu zdaję sobie sprawę z tego że długość będzie stała w miejscu i nie chcę ciągle się tym frustrować.
Mam też w planach zrobić w przyszłym miesiącu jakieś większe włosowe zakupy i wypróbować trochę nowych produktów, bo ostatnio moja pielęgnacja skupia się na tych samych kosmetykach które wciąż próbuję zużyć, a nie wszystkie z nich sprawdzają się na moich włosach. Taka monotonia trochę odbiera mi radość z pielęgnacji :P
Także jeżeli macie jakieś swoje MUST TRY które powinny spisać się na wysokoporowatych włosach, to chętnie zobaczę propozycje. Głównie chodzi mi o maski i odżywki.
Pozdrawiam,
Karolina :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stylizatory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stylizatory. Pokaż wszystkie posty
7 stycznia 2017
13 października 2016
Yves Rocher- Spray podkreślający loki
Z marką Yves Rocher znam się od niedawna, odkryłam ich kosmetyki dopiero jak zaczęłam bardziej interesować się pielęgnacją włosów. Tak więc w pierwszym rzucie chciałam przetestować ich odżywkę z serii Boucles Curls (której obecnie zużywam już drugie opakowanie) oraz w oko wpadł mi ten spray.
Wprawdzie cena nie należy do najniższych (24,90zł/150ml) ale stwierdziłam że produkt ma fajny, krótki skład i może się sprawdzi.
Od producenta:
"Podkreśl skręt loków sprayem z wyciągiem z baobabu. Lekka konsystencja doskonale podkreśla loki dzięki czemu włosy są bardziej odporne na wilgoć i nie puszą się. Włosy są mocne, sprężyste, błyszczące."
Stosowanie: Na mokre lub suche włosy. Nie spłukiwać.
SKŁAD:
Później substancja umożliwiająca rozpuszczenie ekstraktu, następnie betaina która również jest substancją silnie nawilżającą, pochodną gliceryny. Następnie antystatyk i ekstrakt z baobabu. Na końcu już konserwanty i zapach. Jednym z konserwantów jest phenoxyethanol, który jest uważany za potencjalnie szkodliwy dla kobiet w ciąży i karmiących piersią. Nie wiem czy ma właściwości wysuszające, nic nie mogę o tym znaleźć, więc jeżeli wiecie coś na ten temat to piszcie.
Tak więc skład jest jaki jest, na pewno nie 100% naturalny jak w przypadku żelu lnianego ;) Ale jak działanie?
U mnie spray się nie sprawdził, pozostawia włosy bez wyrazu, lekko posklejane w strąki. Nie podkreśla jakoś wybitnie skrętu. Na dodatek tak jak już wspomniałam, czasami zwiększa puszenie zamiast mu zapobiegać. Zaletą jest mała, poręczna buteleczka z atomizerem oraz zapach. Jednak za taką cenę nie kupię go ponownie. Tak naprawdę nie zużyłam nawet jeszcze połowy, mimo że produkt mam od kwietnia. Nie wiem czy można stwierdzić że jest wydajny, bo używam go rzadko. Niestety nie spełnił moich oczekiwań.
![]() |
| Włosy po użyciu sprayu |
Plusy:
-zapach
-opakowanie
Minusy:
-cena
-nie zapobiega puszeniu
Używałyście? Sprawdził się?
Pozdrawiam,
Karolina.
5 października 2016
Natura Siberica- Żel rokitnikowy do formowania loków
Dziś chciałabym podzielić się z Wami moją opinią na temat żelu stylizującego Natura Siberica. Zauważyłam że nie jest on zbyt popularny, więc może ten wpis pomoże komuś kto zastanawia się nad jego kupnem :)
Opakowanie jak widzicie prezentuje się bardzo ładnie i kolorowo- w charakterystycznej szacie serii rokitnikowej od tej firmy.
Produkt otrzymujemy w odkręcanej tubie o pojemności 200 ml.
Tłumaczenie dla polskiego konsumenta niczym żywcem skopiowane z translatora :) Muszę przyznać, że bardzo zaciekawiło mnie to "formowanie ręcami" oraz "fiksacja loków" ;)))
Jak widzicie- skład to istna litania. Po wodzie mamy polimer, dzięki któremu możemy modelować włosy, później naturalny rozpuszczalnik, zagęstnik, antystatyk. Później trochę ciekawsze rzeczy, takie jak kompozycja aminokwasów, tytułowy olej z rokitnika, olej arganowy, wodę z liści mięty, ekstrakt z korzenia dzięgiela oraz masę innych ekstraktów, panthenol, hydrolizowane proteiny z warzyw, biotynę, kwas foliowy, kwas pantotenowy oraz jeszcze więcej aminokwasów.
Jest tego naprawdę sporo i w większości same dobroci. Jak jednak żel sprawuje się w praktyce?
Konsystencja i zapach
Żel jest bardzo gęsty, lepki i ciągnie się jak gluty. Jak dla mnie zdecydowanie zbyt gęsty i lepki, ciężko mi się z nim współpracuje. Zapach jest świeży i dosyć ładny, ale jak dla mnie bez szału ;)
Działanie
Ja osobiście nie jestem przyzwyczajona do takich "mocnych" stylizatorów, częściej wybieram jakieś mleczka, odżywki b/s lub żel lniany który jest zupełnie inną bajką. Tak więc w tym przypadku gdy pierwszy raz nałożyłam go na włosy była istna masakra. Jest to produkt który musimy stosować naprawdę z UMIAREM, bo w przeciwnym razie możemy skończyć z poskejanymi strąkami które wcale nie przypominają ładnych loków. Fakt faktem, ten żel jest mi bardzo trudno wyczuć. Albo nakładam go za mało i wtedy jest puch na głowie i zero zdefiniowanego skrętu, albo właśnie za dużo. Jedno jest pewne- przy takim tempie zużycia starczy mi chyba na wieczność. Ilość którą widzicie na zdjęciu powyżej to więcej niż zazwyczaj nakładam na całe włosy. Tak wiec jeżeli ktoś nie lubi często robić zakupów, może zainwestować w ten żel a starczy mu na wiele miesięcy.
Efekty jakie udaje mi się uzyskać tym żelem oceniam na jakieś 6/10. Nie lubię zbytnio posklejanych włosów z których robią się sucharki. Żel się wykrusza pozostawiając biały nalot na włosach.
Zostanę wiec jednak przy moim ulubionym żelu z siemienia lnianego i balsamie do loków z nivea, a ten produkt będę próbowała jakoś systematycznie zużywać, mam nadzieje że starczy mi życia :D
Tak prezentują się włosy po jego użyciu:
Plusy:
-skład
-zapach
-wydajność
-ogranicza puszenie
Minusy:
-mocno skleja
-ciężka konsystencja
-cena
-trudno dostępny
Opakowanie jak widzicie prezentuje się bardzo ładnie i kolorowo- w charakterystycznej szacie serii rokitnikowej od tej firmy.
Produkt otrzymujemy w odkręcanej tubie o pojemności 200 ml.
Tłumaczenie dla polskiego konsumenta niczym żywcem skopiowane z translatora :) Muszę przyznać, że bardzo zaciekawiło mnie to "formowanie ręcami" oraz "fiksacja loków" ;)))
SKŁAD:
Jak widzicie- skład to istna litania. Po wodzie mamy polimer, dzięki któremu możemy modelować włosy, później naturalny rozpuszczalnik, zagęstnik, antystatyk. Później trochę ciekawsze rzeczy, takie jak kompozycja aminokwasów, tytułowy olej z rokitnika, olej arganowy, wodę z liści mięty, ekstrakt z korzenia dzięgiela oraz masę innych ekstraktów, panthenol, hydrolizowane proteiny z warzyw, biotynę, kwas foliowy, kwas pantotenowy oraz jeszcze więcej aminokwasów.
Jest tego naprawdę sporo i w większości same dobroci. Jak jednak żel sprawuje się w praktyce?
Konsystencja i zapach
Żel jest bardzo gęsty, lepki i ciągnie się jak gluty. Jak dla mnie zdecydowanie zbyt gęsty i lepki, ciężko mi się z nim współpracuje. Zapach jest świeży i dosyć ładny, ale jak dla mnie bez szału ;)
Działanie
Ja osobiście nie jestem przyzwyczajona do takich "mocnych" stylizatorów, częściej wybieram jakieś mleczka, odżywki b/s lub żel lniany który jest zupełnie inną bajką. Tak więc w tym przypadku gdy pierwszy raz nałożyłam go na włosy była istna masakra. Jest to produkt który musimy stosować naprawdę z UMIAREM, bo w przeciwnym razie możemy skończyć z poskejanymi strąkami które wcale nie przypominają ładnych loków. Fakt faktem, ten żel jest mi bardzo trudno wyczuć. Albo nakładam go za mało i wtedy jest puch na głowie i zero zdefiniowanego skrętu, albo właśnie za dużo. Jedno jest pewne- przy takim tempie zużycia starczy mi chyba na wieczność. Ilość którą widzicie na zdjęciu powyżej to więcej niż zazwyczaj nakładam na całe włosy. Tak wiec jeżeli ktoś nie lubi często robić zakupów, może zainwestować w ten żel a starczy mu na wiele miesięcy.
Efekty jakie udaje mi się uzyskać tym żelem oceniam na jakieś 6/10. Nie lubię zbytnio posklejanych włosów z których robią się sucharki. Żel się wykrusza pozostawiając biały nalot na włosach.
Zostanę wiec jednak przy moim ulubionym żelu z siemienia lnianego i balsamie do loków z nivea, a ten produkt będę próbowała jakoś systematycznie zużywać, mam nadzieje że starczy mi życia :D
Tak prezentują się włosy po jego użyciu:
![]() |
| przed odgnieceniem |
![]() |
| po odgnieceniu |
Plusy:
-skład
-zapach
-wydajność
-ogranicza puszenie
Minusy:
-mocno skleja
-ciężka konsystencja
-cena
-trudno dostępny
Subskrybuj:
Posty (Atom)










