Dzisiaj chciałam Wam pokazać jak ostatecznie wyglądają włosy po pierwszym umyciu od ostatniego hennowania, oraz jak o nie zadbałam aby znów prezentowały się jak najlepiej :)
Te 48h które trzeba odczekać po farbowaniu henną strasznie szybko mi mięły, chyba ze względu na to że wypadły w weekend ;) Kolor w tym czasie troszkę się przyciemnił i przeszedł w delikatniej chłodniejszą tonację.
Przy pierwszym myciu po hennie postanowiłam użyć tylko sprawdzonych kosmetyków, po których spodziewam się nawilżenia, odżywienia i dociążenia. Miałam zamiar również nałożyć przed myciem olej, ale niestety brak czasu trochę mi przeszkodził i stwierdziłam że jak mam go potrzymać przez 10 min i zmyć to nie ma sensu. Moja pielęgnacja wyglądała tak:
1. Maska Ziaja intensywny kolor na długość i mycie głowy szamponem Biovax Naturalne oleje
2. Na osuszone włosy odżywka bez spłukiwania Ziaja intensywna regeneracja i maska Biovax Naturalne oleje- to pod czepek i ręcznik na 30 min
2. Na koniec jako zabezpieczacz odżywka bez spłukiwania Ziaja intensywna odbudowa i żel z siemienia lnianego jako stylizator i niezastąpiony nawilżacz.
Przypadkiem wyszło tak, że na całą pielęgnacje złożyły się kosmetyki Ziaji i Biovax. Te odżywki bez spłukiwania z Ziaji zawsze mam gdzieś pod ręką w łazience i bardzo je lubię, ponieważ świetnie się sprawdzają gdy włosy potrzebują większego dociążenia lub ciężko mi je rozplątać. Bardziej wolę wersję niebieską Intensywna odbudowa, ale ta żółta- Intensywna regeneracja też się dobrze spisuje do nawilżenia, np. pod olej.
Kosmetyki z serii Biovax Naturalne oleje są moim niezastąpionym przepisem na good hair day- fanką maski jestem od dawna, szampon poznałam dwa miesiące temu i też staje się moim ulubieńcem, planuję jeszcze zakup odżywki w sprayu.
Włosy na tą pielęgnację zareagowały świetnie, ponieważ wyglądały na idealnie nawilżone, dociążone i były gładkie w dotyku. Okazały się być odporne na deszczową, jesienną pogodę i wcale się nie spuszyły przy przebywaniu na wilgotnym powietrzu. Gdy wróciłam do domu były w takim samym stanie jak zaraz po wyschnięciu.
Dajcie znać co sądzicie o efektach :)
Pozdrawiam,
Karolina.
10 października 2016
8 października 2016
Drugie farbowanie włosów henną: Khadi ciemny brąz + amla
O tym jakie pozytywne rezultaty przyniosło moim włosom hennowanie pisałam Wam w moim pierwszym poście na tym blogu (klik).
Minął już ponad miesiąc od tamtego razu i postanowiłam zabieg powtórzyć, zwłaszcza że cały czas marzy mi się ciemny głęboki brąz, a wiem że z czasem dzięki hennie uda mi się taki odcień uzyskać ;D
Tym razem dla eksperymentu dosypałam do mieszanki trochę amli, która stoi sobie u mnie na półce od paru miesięcy, a ja nie za bardzo wyrywam się do jej użycia. Miałam nadzieję, że dzięki niej uda mi się kolor "ochłodzić" na ile to jeszcze możliwe w przypadku farbowania henną. W planie było również dłuższe trzymanie mieszanki na głowie- 5 godzin, ale gdy po 2 godzinach miałam już serdecznie dosyć, postanowiłam skrócić czas do 4 godzin.
Ziółka jak zwykle postanowiłam wymieszać z żelem z siemienia lnianego- dzięki temu w 100% unikam przesuszu i nie muszę się martwić tym, że przez kolejne dwa dni nie mogę umyć włosów, ponieważ nie wyglądają tak źle :P Do dokładnego rozrobienia potrzebna jest jednak odrobinka wody, żeby pozbyć się wszystkich grudek.
Miałam zamiar przygotować wszystko rano i od razu nałożyć na włosy, ponieważ dowiedziałam się, że mieszanek z indygo nie ma potrzeby odstawiać na noc. Wyszło jednak tak, że chcąc zaoszczędzić na czasie, przygotowałam hennę wieczorem tak aby móc wstać wcześnie rano i po umyciu włosów od razu ją nałożyć. Niestety ugotowanie żelu lnianego, czekanie aż przestygnie i późniejsze wymieszanie wszystkiego dokładnie zajmuje sporo czasu, a ja nie chciałam tracić całego dnia.
Włosy umyłam dwukrotnie szamponem z SLES Nivea men Activ Clean i po odsączeniu od razu zabrałam się za nakładanie papki. Później już większej filozofii nie ma- folia, czapka i cierpliwie czekamy :D
Muszę przyznać, że nieciekawie czułam się z tym kokonem na głowie i ubrana w najgorsze ciuchy, których nie jest żal pobrudzić, ale czego się nie robi dla pięknych włosów ;)
Gdy minęły te 4 godziny wreszcie mogłam wszystko spłukać, co też jest dosyć długotrwałym procesem :) Widziałam że niektóre z Was mają na to swój patent i np. płuczą najpierw głowę w misce lub napełnionej wannie- chyba będę musiała to przetestować, bo miałam wrażenie że ten proszek nigdy nie przestanie spływać z mojej głowy.
Na koniec użyłam płukanki z żelu lnianego, aby włosy ładniej się ułożyły i nie były takie tępe w dotyku.
Jak na razie jestem zadowolona z efektów. Włosy są odżywione, miękkie, wyraźnie ciemniejsze ale wyglądają bardzo naturalnie. Mam nadzieję że po dwóch dniach kolor jeszcze nabierze głębi.
Skręt jest trochę luźniejszy, jak zawsze u mnie bezpośrednio po hennie, ale zauważyłam że po pierwszym myciu wszystko już wraca do normy.
Patrząc na zdjęcia może się wydawać że włosy różnią się długością, ale nie, nie urosły mi tyle w kilka dni (niestety) :D Chodzi raczej o luźniejszy skręt i to że włosy były jeszcze wilgotne gdy je fotografowałam po hennowaniu.
Jeżeli macie zniszczone włosy, z czystym sercem polecam Wam henne, bo jak dla mnie działa cuda. Jeżeli nie macie zniszczonych i nie chcecie mieć, za to chcecie mieć ciemniejsze włosy, również polecam :D Jeśli nie chcecie kombinować z kolorem możecie użyć bezbarwnej Cassi, która da taki sam efekt odżywienia jak henna :)
Pozdrawiam Was serdecznie,
Karolina.
Minął już ponad miesiąc od tamtego razu i postanowiłam zabieg powtórzyć, zwłaszcza że cały czas marzy mi się ciemny głęboki brąz, a wiem że z czasem dzięki hennie uda mi się taki odcień uzyskać ;D
![]() |
| Henna Khadi i Amla |
Tym razem dla eksperymentu dosypałam do mieszanki trochę amli, która stoi sobie u mnie na półce od paru miesięcy, a ja nie za bardzo wyrywam się do jej użycia. Miałam nadzieję, że dzięki niej uda mi się kolor "ochłodzić" na ile to jeszcze możliwe w przypadku farbowania henną. W planie było również dłuższe trzymanie mieszanki na głowie- 5 godzin, ale gdy po 2 godzinach miałam już serdecznie dosyć, postanowiłam skrócić czas do 4 godzin.
![]() |
| Mieszanka Khadi ciemny brąz (50g) + 4 łyżeczki amli |
Ziółka jak zwykle postanowiłam wymieszać z żelem z siemienia lnianego- dzięki temu w 100% unikam przesuszu i nie muszę się martwić tym, że przez kolejne dwa dni nie mogę umyć włosów, ponieważ nie wyglądają tak źle :P Do dokładnego rozrobienia potrzebna jest jednak odrobinka wody, żeby pozbyć się wszystkich grudek.
Miałam zamiar przygotować wszystko rano i od razu nałożyć na włosy, ponieważ dowiedziałam się, że mieszanek z indygo nie ma potrzeby odstawiać na noc. Wyszło jednak tak, że chcąc zaoszczędzić na czasie, przygotowałam hennę wieczorem tak aby móc wstać wcześnie rano i po umyciu włosów od razu ją nałożyć. Niestety ugotowanie żelu lnianego, czekanie aż przestygnie i późniejsze wymieszanie wszystkiego dokładnie zajmuje sporo czasu, a ja nie chciałam tracić całego dnia.
![]() |
| Henna rano, przed nałożeniem |
Włosy umyłam dwukrotnie szamponem z SLES Nivea men Activ Clean i po odsączeniu od razu zabrałam się za nakładanie papki. Później już większej filozofii nie ma- folia, czapka i cierpliwie czekamy :D
Muszę przyznać, że nieciekawie czułam się z tym kokonem na głowie i ubrana w najgorsze ciuchy, których nie jest żal pobrudzić, ale czego się nie robi dla pięknych włosów ;)
Gdy minęły te 4 godziny wreszcie mogłam wszystko spłukać, co też jest dosyć długotrwałym procesem :) Widziałam że niektóre z Was mają na to swój patent i np. płuczą najpierw głowę w misce lub napełnionej wannie- chyba będę musiała to przetestować, bo miałam wrażenie że ten proszek nigdy nie przestanie spływać z mojej głowy.
Na koniec użyłam płukanki z żelu lnianego, aby włosy ładniej się ułożyły i nie były takie tępe w dotyku.
Jak na razie jestem zadowolona z efektów. Włosy są odżywione, miękkie, wyraźnie ciemniejsze ale wyglądają bardzo naturalnie. Mam nadzieję że po dwóch dniach kolor jeszcze nabierze głębi.
Skręt jest trochę luźniejszy, jak zawsze u mnie bezpośrednio po hennie, ale zauważyłam że po pierwszym myciu wszystko już wraca do normy.
![]() |
| Przed henną |
![]() |
| Po hennie, włosy jeszcze lekko wilgotne |
Patrząc na zdjęcia może się wydawać że włosy różnią się długością, ale nie, nie urosły mi tyle w kilka dni (niestety) :D Chodzi raczej o luźniejszy skręt i to że włosy były jeszcze wilgotne gdy je fotografowałam po hennowaniu.
Jeżeli macie zniszczone włosy, z czystym sercem polecam Wam henne, bo jak dla mnie działa cuda. Jeżeli nie macie zniszczonych i nie chcecie mieć, za to chcecie mieć ciemniejsze włosy, również polecam :D Jeśli nie chcecie kombinować z kolorem możecie użyć bezbarwnej Cassi, która da taki sam efekt odżywienia jak henna :)
Pozdrawiam Was serdecznie,
Karolina.
7 października 2016
Hair day (4) Totalna katastrofa z Kallosem Banana i żelem rokitnikowym
W mojej dzisiejszej pielęgnacji wszystko co mogło poszło nie tak.
Nie mam pojęcia czemu ta kombinacja kosmetyków tak źle zagrała, ale moje podejrzenia kieruję w stronę nieumiejętnie nałożonego żelu Natura Siberica o którym pisałam Wam ostatnio tutaj oraz Kallosa bananowego. Dawno nie używałam go solo jako samodzielnej maski, ale też nigdy wcześniej nie puszył mi włosów, więc nie wiem co się stało. W każdym razie użyłam samych emolientowych kosmetyków, które zazwyczaj moje włosy uwielbiają, ale tym razem postanowiły się zbuntować.
1. Olej Babydream na całą noc
2. mycie szamponem Planeta Organica cedrowym
3. maska Kallos banana na 30 min pod czepek
4. odżywka bez spłukiwania Ziaja intensywna odbudowa
5. żel rokitnikowy Natura Siberica
+ po ujrzeniu tej katastrofy gdy włosy wyschły ratowanie ich balsamem do loków Nivea
Włosy zaraz po wyschnięciu- puch na górze, posklejane strąki na dole, włosowa tragedia jednym słowem :c
Po kilku godzinach, kiedy postanowiłam je reanimować. Zwilżyłam włosy na dole aby pozbyć się tych suchych, sklejonych końcówek, na całość nałożyłam balsam do loków Nivea.
Takiego strasznego bad hair day dawno nie miałam. Praktycznie nie zdarza mi się puch na głowie po całonocnym olejowaniu, ale jak widać można ;) Posklejane końce to już ewidentnie moja wina, bo za dużo naładowałam żelu.
W takie dni jak ten, mam naprawdę serdecznie dość kręconych włosów i marzę o gładkiej tafli która zawsze ładnie się układa :P
Nie mam pojęcia czemu ta kombinacja kosmetyków tak źle zagrała, ale moje podejrzenia kieruję w stronę nieumiejętnie nałożonego żelu Natura Siberica o którym pisałam Wam ostatnio tutaj oraz Kallosa bananowego. Dawno nie używałam go solo jako samodzielnej maski, ale też nigdy wcześniej nie puszył mi włosów, więc nie wiem co się stało. W każdym razie użyłam samych emolientowych kosmetyków, które zazwyczaj moje włosy uwielbiają, ale tym razem postanowiły się zbuntować.
1. Olej Babydream na całą noc
2. mycie szamponem Planeta Organica cedrowym
3. maska Kallos banana na 30 min pod czepek
4. odżywka bez spłukiwania Ziaja intensywna odbudowa
5. żel rokitnikowy Natura Siberica
+ po ujrzeniu tej katastrofy gdy włosy wyschły ratowanie ich balsamem do loków Nivea
Włosy zaraz po wyschnięciu- puch na górze, posklejane strąki na dole, włosowa tragedia jednym słowem :c
Po kilku godzinach, kiedy postanowiłam je reanimować. Zwilżyłam włosy na dole aby pozbyć się tych suchych, sklejonych końcówek, na całość nałożyłam balsam do loków Nivea.
Takiego strasznego bad hair day dawno nie miałam. Praktycznie nie zdarza mi się puch na głowie po całonocnym olejowaniu, ale jak widać można ;) Posklejane końce to już ewidentnie moja wina, bo za dużo naładowałam żelu.
W takie dni jak ten, mam naprawdę serdecznie dość kręconych włosów i marzę o gładkiej tafli która zawsze ładnie się układa :P
5 października 2016
Natura Siberica- Żel rokitnikowy do formowania loków
Dziś chciałabym podzielić się z Wami moją opinią na temat żelu stylizującego Natura Siberica. Zauważyłam że nie jest on zbyt popularny, więc może ten wpis pomoże komuś kto zastanawia się nad jego kupnem :)
Opakowanie jak widzicie prezentuje się bardzo ładnie i kolorowo- w charakterystycznej szacie serii rokitnikowej od tej firmy.
Produkt otrzymujemy w odkręcanej tubie o pojemności 200 ml.
Tłumaczenie dla polskiego konsumenta niczym żywcem skopiowane z translatora :) Muszę przyznać, że bardzo zaciekawiło mnie to "formowanie ręcami" oraz "fiksacja loków" ;)))
Jak widzicie- skład to istna litania. Po wodzie mamy polimer, dzięki któremu możemy modelować włosy, później naturalny rozpuszczalnik, zagęstnik, antystatyk. Później trochę ciekawsze rzeczy, takie jak kompozycja aminokwasów, tytułowy olej z rokitnika, olej arganowy, wodę z liści mięty, ekstrakt z korzenia dzięgiela oraz masę innych ekstraktów, panthenol, hydrolizowane proteiny z warzyw, biotynę, kwas foliowy, kwas pantotenowy oraz jeszcze więcej aminokwasów.
Jest tego naprawdę sporo i w większości same dobroci. Jak jednak żel sprawuje się w praktyce?
Konsystencja i zapach
Żel jest bardzo gęsty, lepki i ciągnie się jak gluty. Jak dla mnie zdecydowanie zbyt gęsty i lepki, ciężko mi się z nim współpracuje. Zapach jest świeży i dosyć ładny, ale jak dla mnie bez szału ;)
Działanie
Ja osobiście nie jestem przyzwyczajona do takich "mocnych" stylizatorów, częściej wybieram jakieś mleczka, odżywki b/s lub żel lniany który jest zupełnie inną bajką. Tak więc w tym przypadku gdy pierwszy raz nałożyłam go na włosy była istna masakra. Jest to produkt który musimy stosować naprawdę z UMIAREM, bo w przeciwnym razie możemy skończyć z poskejanymi strąkami które wcale nie przypominają ładnych loków. Fakt faktem, ten żel jest mi bardzo trudno wyczuć. Albo nakładam go za mało i wtedy jest puch na głowie i zero zdefiniowanego skrętu, albo właśnie za dużo. Jedno jest pewne- przy takim tempie zużycia starczy mi chyba na wieczność. Ilość którą widzicie na zdjęciu powyżej to więcej niż zazwyczaj nakładam na całe włosy. Tak wiec jeżeli ktoś nie lubi często robić zakupów, może zainwestować w ten żel a starczy mu na wiele miesięcy.
Efekty jakie udaje mi się uzyskać tym żelem oceniam na jakieś 6/10. Nie lubię zbytnio posklejanych włosów z których robią się sucharki. Żel się wykrusza pozostawiając biały nalot na włosach.
Zostanę wiec jednak przy moim ulubionym żelu z siemienia lnianego i balsamie do loków z nivea, a ten produkt będę próbowała jakoś systematycznie zużywać, mam nadzieje że starczy mi życia :D
Tak prezentują się włosy po jego użyciu:
Plusy:
-skład
-zapach
-wydajność
-ogranicza puszenie
Minusy:
-mocno skleja
-ciężka konsystencja
-cena
-trudno dostępny
Opakowanie jak widzicie prezentuje się bardzo ładnie i kolorowo- w charakterystycznej szacie serii rokitnikowej od tej firmy.
Produkt otrzymujemy w odkręcanej tubie o pojemności 200 ml.
Tłumaczenie dla polskiego konsumenta niczym żywcem skopiowane z translatora :) Muszę przyznać, że bardzo zaciekawiło mnie to "formowanie ręcami" oraz "fiksacja loków" ;)))
SKŁAD:
Jak widzicie- skład to istna litania. Po wodzie mamy polimer, dzięki któremu możemy modelować włosy, później naturalny rozpuszczalnik, zagęstnik, antystatyk. Później trochę ciekawsze rzeczy, takie jak kompozycja aminokwasów, tytułowy olej z rokitnika, olej arganowy, wodę z liści mięty, ekstrakt z korzenia dzięgiela oraz masę innych ekstraktów, panthenol, hydrolizowane proteiny z warzyw, biotynę, kwas foliowy, kwas pantotenowy oraz jeszcze więcej aminokwasów.
Jest tego naprawdę sporo i w większości same dobroci. Jak jednak żel sprawuje się w praktyce?
Konsystencja i zapach
Żel jest bardzo gęsty, lepki i ciągnie się jak gluty. Jak dla mnie zdecydowanie zbyt gęsty i lepki, ciężko mi się z nim współpracuje. Zapach jest świeży i dosyć ładny, ale jak dla mnie bez szału ;)
Działanie
Ja osobiście nie jestem przyzwyczajona do takich "mocnych" stylizatorów, częściej wybieram jakieś mleczka, odżywki b/s lub żel lniany który jest zupełnie inną bajką. Tak więc w tym przypadku gdy pierwszy raz nałożyłam go na włosy była istna masakra. Jest to produkt który musimy stosować naprawdę z UMIAREM, bo w przeciwnym razie możemy skończyć z poskejanymi strąkami które wcale nie przypominają ładnych loków. Fakt faktem, ten żel jest mi bardzo trudno wyczuć. Albo nakładam go za mało i wtedy jest puch na głowie i zero zdefiniowanego skrętu, albo właśnie za dużo. Jedno jest pewne- przy takim tempie zużycia starczy mi chyba na wieczność. Ilość którą widzicie na zdjęciu powyżej to więcej niż zazwyczaj nakładam na całe włosy. Tak wiec jeżeli ktoś nie lubi często robić zakupów, może zainwestować w ten żel a starczy mu na wiele miesięcy.
Efekty jakie udaje mi się uzyskać tym żelem oceniam na jakieś 6/10. Nie lubię zbytnio posklejanych włosów z których robią się sucharki. Żel się wykrusza pozostawiając biały nalot na włosach.
Zostanę wiec jednak przy moim ulubionym żelu z siemienia lnianego i balsamie do loków z nivea, a ten produkt będę próbowała jakoś systematycznie zużywać, mam nadzieje że starczy mi życia :D
Tak prezentują się włosy po jego użyciu:
![]() |
| przed odgnieceniem |
![]() |
| po odgnieceniu |
Plusy:
-skład
-zapach
-wydajność
-ogranicza puszenie
Minusy:
-mocno skleja
-ciężka konsystencja
-cena
-trudno dostępny
4 października 2016
DIY Ziołowy olejek na wzmocnienie i porost włosów
Na pomysł zrobienia takiej mikstury wpadłam jakiś czas temu, gdy zastanawiając się nad składem olejku Amla od firmy Dabur, doszłam do wniosku że mogę spróbować sama go przyrządzić w zdrowszej wersji.
Czytając trochę i szukając różnych opinii w internecie, natknęłam się również na przepis z wykorzystaniem czystej henny i innych ziół. Stwierdziłam więc, że wypróbuję wersję wieloskładnikową, używając tego co widzicie na powyższym zdjęciu.
Henna- posiada właściwości bakterio- i grzybobójcze, dzięki czemu może pomóc w walce z łupieżem, łuszczycą i łojotokowym zapaleniem skóry. Dzięki swoim właściwościom antyseptycznym wspomaga wzrost i wzmacnia cebulki włosów.
Amla- jest bogata w antyoksydanty zwalczające wolne rodniki- odpowiedzialne za przyspieszenie starzenia, wypadanie włosów, siwienie. Poza tym składniki odżywcze, minerały i witaminy obecne w Amli pomagają wzmocnić cebulki włosowe, poprawiają krążenie skóry głowy i stymulują wzrost nowych włosów.
Kapoor Kachli- jest odmianą imbiru, ma silne działanie antybakteryjne i antygrzybicze. Wpływa korzystnie na skórę, odżywia cebulki, pobudza włosy do szybszego wzrostu.
Kalpi Tone- jest mieszanką różnych ziół, które również mają wzmacniać włosy, przeciwdziałać siwieniu, pobudzać je do wzrostu. Cały skład zamieściłam w tym wpisie.
Wszystkie te ziółka w dawce ok. 1 łyżki przesypałam do czystego słoika.
Teraz pozostaje nam tylko zalać je olejem, który dobrze by było aby również miał korzystny wpływ na skórę głowy i cebulki włosów. Takim olejem jest np. olej musztardowy, który zawiera dużo minerałów i witamin, poprawia krążenie skóry, wspomaga porost włosów.
Ja niestety nie miałam pod ręką oleju musztardowego, więc wykorzystałam mix innych olei które mam w domu. Bazą była oliwa z oliwek która świetnie nawilża skórę głowy; dodałam również łyżkę oleju rycynowego, łyżkę oleju kokosowego nierafinowanego i ok. 3 łyżki czystego oleju arganowego.
Pamiętajcie aby bazą w takiej mieszance był olej w ciekłej postaci, aby zioła miały szansę do niego przeniknąć.
Po dokładnym wymieszaniu składników, odstawiamy nasz olejek w ustronne miejsce na ok. 3-4 tygodnie, tak aby powstał macerat. Co parę dni wstrząsałam słoikiem w celu lepszego przeniknięcia składników do oleju.
Gdy macerat jest już gotowy, można go przefiltrować przez gazę lub płócienną ściereczkę i przelać do pojemnika który nam odpowiada. Ja użyłam buteleczki z aplikatorem, którą łatwo nałożyć produkt na skórę głowy.
Dzięki antyseptycznym właściwościom ziół użytych do tej mieszanki, olejek nie powinien się szybko zepsuć.
Olejek planuję nakładać raz w tygodniu przed myciem głowy, na około 15-20 min, wykonując masaż.
Zawsze pamiętajcie aby zrobić próbę uczuleniową przed zastosowaniem jakichkolwiek ziół i innych naturalnych składników.
Pamiętajcie również, że nie każda skóra głowy dobrze reaguje na nakładanie na nią olei. Częstą przyczyną wzmożonego wypadania jest zbyt agresywne wykonywanie masażu, przetrzymywanie oleju na głowie lub nakładanie zbyt dużej ilości. Jeżeli wyeliminowaliście te przyczyny i mimo to włosy wypadają bardziej, przerwijcie kurację.
Stosujecie olejki w formie wcierek?
Pozdrawiam Was serdecznie,
Karolina
3 października 2016
Hair day (3) Olej z orzechów włoskich i złota maska Planeta Organica
Ostatnio sporo eksperymentowałam z nowymi produktami i dodatkami, więc tym razem postanowiłam zadziałać czymś sprawdzonym, tzn. Złotą maską Ajurwedyjską Planeta Organica oraz stylizacją moim świeżo zakonserwowanym żelem lnianym :) Nowością w tym zestawie jest olej z orzechów włoskich, który planuję testować w tym miesiącu.
1. Olej z orzechów włoskich na suche włosy na 1h
2. Mycie szamponem Biovax Naturalne Oleje, na długości odżywką tybetańską Planeta Organica
3. Na odsączone włosy złota maska Ajurwedyjska Planeta Organica na 30 min pod czepek i ręcznik
4. Żel lniany na wilgotne włosy
5. Włosy schły naturalnie, jak zawsze w moim przypadku
Pielęgnacja łatwa, prosta i przyjemna ;) Jak na mnie to można by ją wręcz nazwać minimalistyczną.
Złota maska jak zwykle spisała się u mnie bardzo dobrze, a żel lniany nadał pięknego skrętu pozostawiając włosy miękkie i przyjemnie w dotyku. Zero puchu i innych niepożądanych efektów.
![]() |
| Zdjęcie w naturalnym świetle, zaraz po wyschnięciu |
Jak wam się podoba takie zestawienie i efekty?
Pozdrawiam,
Karolina.
2 października 2016
4 szampony bez SLS i SLES które stosuję obecnie
To czym są takie składniki jak Sodium Lauryl Sulfate (SLS) i Sodium Laureth Sulfate (SLES) wie praktycznie każdy kto zagłębia się choć trochę we włosową pielęgnację i interesuje się składami kosmetyków. Części osób nie przeszkadza ich stosowanie, ponieważ nie wywołują na ich głowie żadnych negatywnych efektów. U mnie jednak, od zawsze silne detergenty powodowały swędzenie i łuszczenie się skóry głowy. Długo nie miałam pojęcia co może być tego przyczyną, ponieważ wychodziłam z mylnego założenia że skoro coś jest sprzedawane ludziom w sklepach- musi być bezpieczne. Kiedy zaczęłam interesować się tym jak uratować moje włosy od ciągłej suszy, wszędzie natrafiałam na informację aby zrezygnować z produktów z mocnymi detergentami takimi jak SLS i SLES, co koniec końców okazało się wybawieniem dla mojej wrażliwej skóry głowy i przesuszonych końcówek.
Delikatne oczyszczanie jest szczególnie polecane kręconowłosym z racji tego iż takie włosy z natury są wysokoporowate i skłonne do przesuszenia. Nie ma sensu dokładać im jeszcze siarczanami, które zdzierają warstwę lipidową z włosów na długości. Ogólnie moim zdaniem nie warto jakiegokolwiek szamponu nakładać na całą długość, przynajmniej nie na co dzień.
Kiedy pojawił się hype na szampony z etykietką "Bez SLS i SLES" producenci zastąpili te związki innymi, takimi jak ALS (ammonium lauryl sulfate) i MLS (magnesium laureth sulfate) które również są siarczanami i mocnymi detergentami. Tak więc niestety, chcąc uniknąć silnych detergentów w szamponach, musimy dokładnie czytać składy.
Dziś chciałam Wam przedstawić produkty z delikatniejszymi detergentami, których używam obecnie.
1. Planeta Organica- Szampon do włosów z organicznym olejkiem cedrowym
SKŁAD:
Zaraz po wodzie widzimy tytułowy olejek cedrowy, później łagodne detergenty delikatne dla skóry, olejek łopianowy i ekstrakt z pokrzywy.
Moim zdaniem skład jest ok, ja nie zauważyłam żadnych podrażnień po stosowaniu tego szamponu. Dobrze myje, ma przyjemną konsystencję- ani za rzadką, ani za gęstą. Lekko się pieni, ma trochę męski zapach. Wcześniej z tej serii wypróbowałam wersję z olejem z rokitnika, która również jest warta polecenia.
Cena ok. 13zł/360 ml w sklepie internetowym.
2. Biovax- Naturalne Oleje
Jako iż bardzo lubię maskę z tej serii, skusiłam się również na szampon, zwłaszcza że nie dopatrzyłam się w składzie niczego strasznego ;) Są za to obecne olejki: arganowy, makadamia, kokos oraz ekstrakt z henny, który jest wprawdzie trochę daleko w składzie, ale według mnie jest ciekawym elementem tej kompozycji.
SKŁAD:
i przyjemny. Na pewno wypróbuję jeszcze inne szampony tej firmy, ponieważ z tego jestem zadowolona.
Cena ok. 20zł/200ml w drogerii Natura
3. Nacomi- Szampon z olejem ze słodkich migdałów i kwasem hialuronowym
Wypatrzyłam go kiedyś gdy był na promocji w Hebe, prosty skład bardzo przypadł mi do gustu. Nie miałam wcześniej styczności z żadnym produktem tej firmy, więc postanowiłam wypróbować.
SKŁAD:
Raczej jednak nie kupię ponownie, bo jak dla mnie jest za mało wydajny z racji swojej konsystencji, cena też do najniższych nie należy: ok. 25zł/250ml.
4. Yves Rocher- Szampon w kremie
Szampon o konsystencji odżywki, który kupiłam z ciekawości czy rzeczywiście tak doskonale myje i uzdrawia włosy. Producent na etykiecie przekonuje nas, że produkt zawiera 99% składników naturalnych co brzmi bardzo zachęcająco, jednak nie wiem do końca czy w to wierzyć. Niestety dość wysoko w składzie występuje alkohol izopropylowy, który ma potencjał wysuszający. Nie rozumiem do końca tego, czemu firma Yves Rocher tak namiętnie pakuje ten składnik do większości swoich kosmetyków do włosów, ponieważ tani alkohol przemysłowy słabo kojarzy mi się z roślinną pielęgnacją.
SKŁAD:
Jeżeli chodzi o skład, to oprócz tego izopropanolu nie mam zastrzeżeń.
Faktem jednak jest, że mycie głowy czymś o takiej kremowej, odżywkowej konsystencji do najłatwiejszych nie należy. Niestety przekłada się to na wydajność produktu, którego trzeba zużyć dosyć dużo na jedno mycie. Aby ułatwić sobie życie zazwyczaj rozcieńczałam go w pustym opakowaniu po odżywce w spray'u i taki już lekko rozrobiony wylewałam na głowę. Niestety często po jego użyciu czułam że skóra głowy jest niedoczyszczona i tłusta.
Jedyny plus tego szamponu jaki widzę to przyjemny kwiatowy zapach.
Nie kupię ponownie, ponieważ cena 16zł/200ml przy takiej wydajności to dla mnie za dużo.
Tak więc podsumowując,
moim szamponowym must have na tą chwilę są produkty Planeta Organica oraz Biovax.
Póki co sprawdzają się u mnie najlepiej, oczyszczają skórę głowy nie powodując swędzenia i łuszczenia. Nie wysuszają włosów, wręcz je pielęgnują. Polecam osobom które unikają SLS i SLES a nie lubią myć głowy maskami i odżywkami.
Jeżeli macie swoich ulubieńców wśród delikatnych szamponów, chętnie się dowiem jakich :)
Pozdrawiam Was serdecznie,
Karolina.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



























